sobota, 25 lutego 2012

Słowo o akcji ratowania polskich słów

Jako polonistka z dyplomu i PR-owiec z zawodu nie mogłabym nie zwrócić uwagi na nową kampanię społeczną pod hasłem "Ojczysty. Dodaj do ulubionych", zorganizowaną przez: Radę Języka Polskiego, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Narodowe Centrum Kultury. Dlaczego o niej piszę? Bo jest niezła i świeża (żeby nie powiedzieć pro), a sam temat bardzo mi bliski i aktualny.



W codziennej pracy w agencji interaktywnej siłą rzeczy jestem nieustannie atakowana przez takie "słowopotwory" jak: sforłarduj mi mejla, autsorsuj to na Elę, zrób bakap, zainkluduj, zróbmy buzz, czy sfokusuj się na tym zadaniu. Te kuriozalne zwroty to dla mnie prawdziwy pain in the ass - w wolnym tłumaczeniu: niebywała udręka. Bardzo więc się ucieszyłam na wieść o nowej kampanii. Jak już powiedziałam, całkiem niezłej kampanii. Niezłej z kilku powodów.


  1. Doskonałe wyczucie czasu - kampania ruszyła w przeddzień Światowego Dnia Języka Ojczystego, toteż  w sposób naturalny zdominowała dyskusję publiczną o wydarzeniu i podniosła jego rangę. Rozpoczęło ją wydarzenie oficjalne - gala (broń Boże nie event) z udziałem wielu znanych ludzi (broń Boże nie celebrytów) - artystów i naukowców. Wydarzenie w Teatrze Polskim w Warszawie transmitowane przez telewizję publiczną, było, jak na mój gust zgoła drętwe, biorąc pod uwagę jego cel, czyli rywalizację o uwagę milionów widzów, którzy w tym czasie mieli jako alternatywę jakieś "Kryminalne zagadki Nowego Jorku", albo film na YouTube. Ale w końcu mogło być gorzej.
  2. Świetnie dobrana metafora - polskie słowa przedstawiono w filmach (broń Boże nie spotach) i innych przekazach promujących kampanię jako ginące gatunki zwierząt (słowostworów). Zagraża im nasze zglobalizowane, zanieczyszczone angielszczyzną środowisko - oczywiście mówię w uproszczeniu. Bardzo trudno zrobić kampanię "dla wszystkich", bo też jacy ci wszyscy są? Różni. A musi być do wszystkich, bo wszyscy codziennie posługujemy się językiem polskim i wszyscy - w mniejszym lub większym stopniu - wypaczamy go (chciałoby się powiedzieć - "co ja pacze?"). Myślę, że twórcom akcji dobrze udało się wyważyć komunikację. Postacie zwierząt - zagrożonych słowostworów są dobrze zaprojektowane i budzą pozytywne emocje. Cała fabuła filmów zaciekawia, jest sprytnie przemyślana, a przy tym dopasowana do współczesnych szybkich realiów (żeby nie powiedzieć ery instant) - filmy są krótkie, pomysłowe, z mocną puentą. A jeśli dodać do tego kojący głos Krystyny Czubówny, otrzymujemy piękny film przyrodniczy, alarmujący społeczeństwo, że rdzennie polskiemu słownictwu grozi wymarcie. Potrzebna mu nasza pomoc. Pomóc możemy w sposób banalnie prosty - używając polskich słów, dbając o higienę języka, nie skazując go na śmierć.
  3. logotyp kampanii





  • Komunikacja 2.0 - cała kampania - od kreacji logotypu, przez hasło (Ojczysty. Dodaj do ulubionych), formę prezentacji przekazu, po słowa-klucze (broń Boże keywordsy) użyte w treści, jest utrzymana w duchu nowoczesności, dynamiczna i spójna. A przy tym nie jest hermetyczna - z powodzeniem zrozumie ją 21-letni facebooker, a także 55-letni bibliotekarz. Ta nowoczesność ma 2 zalety - zwiększa wirusowość kampanii, czyli jej szansę na sukces w ubóstwianych mediach społecznościowych, a co z tego wynika (i to będzie druga zaleta) - dla tzw. młodych Polaków nie jest obciachowa (dowodem jest choćby fakt, że profil Ojczysty - dodaj do ulubionych ma ponad 9 tys. fanów na Facebooku). Myślę, że ma spore szanse na przemówienie do nich i na zbudowanie nowego trendu czystej polszczyzny, wpisującego się w nowoczesny i świadomy, higieniczny, zdrowy styl życia (broń Boże nie lifestyle). W tym stylu życia językowy "anglo-lans", cechujący zwłaszcza środowiska zawodowe (choć nie tylko) nie będzie już wcale lansem, ale takim samym prowincjonalizmem jak stereotypowe białe kozaczki czy dres adidasa. Bardzo chciałabym w to wierzyć i z niecierpliwością czekam na pierwsze efekty kampanii.
  • Strona kampanii: jezykojczysty.pl

    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz