niedziela, 11 marca 2012

Jabłka Tymbark w pudełkach to eko-porażka?

Niedawno na stacjach benzynowych BP (a być może też i na innych) pojawiły się nowe "produkty spożywcze" - jabłka. Opakowane w pudełka z logotypem Tymbarka. Jabłka sprzedawane są w paczkach po 4 sztuki (ok. 5 zł) i pojedynczo, w pudełkach (cena: 1,50 zł). Pytanie jest następujące: czy to dobry pomysł i dlaczego zły?



Osobiście myślę, że dotychczasowa strategia zarządzania wizerunkiem Tymbarku jest całkiem udana. Podobnie jak akcja rozdawania przez firmę 750 tysięcy jabłek z okazji jej 75-lecia. Ta kampania spotkała się z bardzo przychylnym odbiorem i przeprowadzona została w dobrym stylu - tzw. "team liderzy" chodzili po mieście z koszami jabłek i wręczali je ludziom, każde owinięte w serwetkę z logotypem Tymbark. O kampanii napisała np. autorka bloga Życie jest spotkaniem.

Tym bardziej nieodpowiednie wydaje mi się ostatnie posunięcie Tymbarka - sprzedaż opakowanych w plastik jabłek, co jakoś dziwnie kłóci mi się z ideą dbania o jakość produktów i o Matkę Naturę.

Otóż, jabłka Tymbark sprzedawane są na stacjach albo w plastikowych pudełkach, mieszczących 4 jabłka, z naklejką firmową. Pojedyncze sztuki też są super mocno opakowane, niczym pozłacane bombki na choinkę. Wsadzili je do grubych, tekturowych pudełeczek, pokrytych kredowym papierem. Dodatkowo każde jabłko ma oczywiście firmową naklejkę na skórce. Wygląda ładnie, drogo, tandetnie i nieekologicznie. Nic więc dziwnego, że cena końcowa tych "naturalnych produktów" jest tak wysoka.

Tymbark robi źle
Rozwiązanie to jest nie tylko nieekologiczne i nieekonomiczne. Jest też chyba słabo przemyślane i niepraktyczne. Jeśli jestem kierowcą, który dużo jeździ, mój samochód jest  moim przenośnym domem, nie mam nigdy czasu na zakupy na bazarku, a mam ochotę na jabłko i kupię je przy okazji tankowania, zagracam sobie niewielką przestrzeń wewnątrz auta giętkim, łamliwym kawałem plastiku, którego na nic później nie zużyję, bo jest po prostu bezużyteczny. To samo z pudełkiem tekturowym. Mogę wsadzić do niego ogryzek, owszem. Ale podczas hamowania poleci mi gdzieś pod siedzenie, zablokuje się, ja o tym zapomnę, a jabłko będzie sobie gniło tygodniami w najlepsze.

Jeśli więc mierząc powodzenie pomysłu pod kątem recyklingu i skłonienia klienta do zachowania opakowania, jakkolwiek ładnego, to tutaj Tymbark ponosi porażkę.

Jak byłoby dobrze?


jabłko tymbark w pięknej - minimalistycznej oprawie

A przecież są sposoby tanie, kreatywne i zachęcające, które pozwoliłyby firmie wyjść poza kiepski standard dostawców jabłek w hipermarketach, ofoliowanych i ostyropianowanych. Na takie rozwiązania wpadli choćby mali lokalni sadownicy.  Można np. przykleić na jeszcze niedojrzałe, pojedyncze jabłko naklejkę w jakimś ciekawym kształcie (albo logo Tymbarka, albo np. jakiejś złotej myśli, kontynuując tradycję pozytywnych frazesów pod nakrętkami soków). Po dojrzeniu jabłka, miejsce, w którym przyklejona była naklejka wyróżnia się, bo jest jasne. Proste, pomysłowe i robi wrażenie. Zwykła naklejka z sentencją pod spodem też jest wystarczająca. Tektura to przy tym bzdura.

Jeśli już mamy pakiet 4 jabłek i musimy je opakować, a oczywiście chcemy zachęcić klienta do zatrzymania opakowania, niech to opakowanie będzie użyteczne. Woreczek z chłonnej tkaniny ze sznureczkiem, który po rozwiązaniu jest przydatną ściereczką do szyb, a przy tym pozwala przechować np. nadgryzione jabłko, kiedy muszę je odłożyć, bo ruszam samochodem... To pierwsze banalne pomysły, które przyszły mi do głowy, kiedy zobaczyłam w lodówce te nieszczęsne tony kartonów i plastiku.

fot. wrzuta.pl

Kończąc powiem tylko, że jako minimalistka uznaję jabłkowe produkty przemysłowe Tymbarka za zupełnie niepotrzebny przerost formy nad treścią, bez pomysłu. Może jestem nienowoczesna, ale dla mnie najpiękniejsze w jabłku jest... jabłko. Nie logo Tymbark,  nieważne na jakim papierze i w jakiej jakości wydrukowane. Chowanie go do pudełka, owijanie plastikiem to zbrodnia, Panie...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz